dykcji przed brązowym lustrem.

na przystanku smarkanie wprost do kosza z

przytrzymaniem jednej dziurki,

i po czesku odwracanie numerów autobusów

i tak jadących w jedno i to samo miejsce.

już tylko umywanie rąk od wszystkich ważnych

i nieważnych, od przegranych naszych bitew,

od zaraz. mimowolne przełykanie umykającego

spod podeszw kurzu, latarniane puszczanie oczek

w rajstopach kabaretkach.