wytrwały bolesny stukot maszyny parowej
poruszającej krwią w sinych naczyniach.
pająk sztucznego ciepła rozpełzł się po
zdrętwiałych od dawna policzkach, wargi
wydęły jak skrzela ogłuszonego na święta
karpia. zapomnieli popatrzeć na ręce, a
te drżały monotonnym drżeniem wiedząc,
że nie zdołają go ukryć. ostatnie ruchy
rękawic w pustych przepaściach kieszeni
i wreszcie wpuszczają do środka, gdzie