— Jeszcze nie.
— Ma pan go tu, przy sobie?
— Nie jestem taki głupi! Już bym go nie miał.
— Więc?
— Ma go jeden z redaktorów, zapieczętowany, w podwójnej kopercie. Jeśli o północy nie wrócę do dziennika, każe go złożyć.
— Ach, gałgan! Wszystko przewidział — mruknął Lupin.
Burzył się w nim gniew, widoczny, straszny.
Beautrelet zaśmiał się szyderczo, oszołomiony swym tryumfem.
— Milcz, szczeniaku! — zawołał Lupin. — Nie wiesz, kim jestem? I że gdybym chciał... Dalibóg, on się śmieje!
Zapanowało między nimi głębokie milczenie.