— Pan dobrze wie, proszę nie udawać, że pan nie wie. Jest pan teraz w posiadaniu tajemnicy, do której przywiązuję ogromną wagę. Tajemnicę tę miał pan prawo odgadnąć, ale nie ma pan żadnego prawa ogłaszać jej publicznie.

— Czy pan jest pewny, że ją znam?

— Pan ją zna, jestem tego pewny: z dnia na dzień, z godziny na godzinę śledziłem bieg pańskiej myśli i postęp pańskich badań. W chwili, w której Brédoux ugodził pana, miał pan wszystko powiedzieć. Jedynie z troski o swego ojca odroczył pan następnie swe rewelacje. Lecz teraz zostały one przyrzeczone temu oto dziennikowi. Artykuł jest gotów. Za godzinę będzie złożony. Jutro się pojawi.

— To prawda.

Lupin w stał i przeciął powietrze ruchem ręki.

— On się nie pojawi! — zawołał.

— Pojawi się! — powiedział Beautrelet, który zerwał się nagle.

W końcu obaj mężczyźni stanęli naprzeciw siebie. Poczułem się jak w szoku, jak gdyby się pochwycili wpół. Beautreleta rozognił nagły przypływ energii. Rzekłbyś, że jakaś iskra rozpaliła w nim nowe uczucia, odwagę, miłość własną, rozkosz walki, upojenie niebezpieczeństwem.

Zaś co do Lupina poczułem z blasku jego spojrzenia radość szermierza, który nareszcie spotyka się z szablą znienawidzonego rywala.

— Artykuł oddany?