Beautrelet zamyślił się, następnie rzekł:

— A potem?

— Potem pobiegłem do komendy i zawiadomiłem komisarza.

— Przyszedł do pana?

— Tak i jakiś pan z prokuratury także. Cały ranek szukano, a kiedy zobaczyłem, że wszystko na nic i nie ma już żadnej nadziei, zatelegrafowałem do pana.

— Czy łóżko w jego pokoju było rozrzucone?

— Nie.

— A pokój był w porządku?

— Tak. Znalazłem jego fajkę na zwykłym miejscu, także tytoń i książkę, którą czytał. W środku książki była nawet ta pańska mała fotografia, którą założono stronicę.

— Proszę mi ją pokazać.