— Châteauroux, proszę pani... proszę o bilet do Châteauroux.
— Przez Le Mans i Tours? — zapytała urzędniczka.
— Naturalnie... najkrótszą drogą... Czy dotrę na śniadanie?
— O, nie...
— Na obiad? Na noc?...
— O, nie, na to trzeba by jechać przez Paryż... Ekspres do Paryża odjeżdża o ósmej... Już za późno...
Nie było za późno. Beautrelet jeszcze zdołał go dopaść.
— No — powiedział do siebie, zacierając ręce — spędziłem w Cherbourgu tylko dwie godziny, ale dobrze je wykorzystałem.
Ani przez chwilę nie przyszło mu na myśl podejrzewać Loli o kłamstwo. Słabe, niepewne, zdolne do najgorszych zdrad, te małe istotki ulegają również porywom szczerości i Beautrelet widział w jej przerażonych oczach wstyd z powodu zła, które uczyniła, i radość, że zdołała je bodaj w części naprawić. Zatem nie wątpił, że Châteauroux było tym drugim miastem, o którym napomknął Lupin i z którego jego wspólnicy mieli mu telefonować.
Przybywszy do Paryża, Beautrelet przedsięwziął wszelkie potrzebne środki ostrożności, żeby nie być szpiegowanym. Odczuwał powagę chwili. Szedł właściwą drogą, która go wiodła do ojca; jedna pomyłka mogła zniszczyć wszystko.