— Niczego... Ale jeden z nich powiedział: „Nie ma czasu do stracenia... jutro rano o ósmej przywódca tam do nas zatelefonuje...”

— Gdzie: tam?

— Nie wiem... nie potrafię sobie...

— Próbuj... przypomnij sobie... To była nazwa miasta, tak?

— Tak, nazwa, jakby Chateau...

— Chateaubrriant? ... Chateu Thierry?

— Nie, nie...

— Châteauroux?

— Tak... Châteauroux.

Beautrelet nie czekał, aż dziewczynka skończy ostatnią zgłoskę. Już wstał i nie troszcząc się o Frobervala, a nawet o małą, patrzącą na niego ze zdumieniem, otworzył drzwi i pobiegł na dworzec.