Dał jej się wypłakać, a po chwili powiedział:

— To ty wszystko zrobiłaś, prawda, to ty pośredniczyłaś? To ty zaniosłaś fotografię? Przyznajesz się, tak? Kiedy mówiłaś, że mój ojciec był przedwczoraj w swoim pokoju, wiedziałaś dobrze, że to nieprawda, bo pomogłaś mu wyjść, czy tak?...

Nic nie odpowiedziała. Mówił dalej:

— Czemu to zrobiłaś? Pewnie dali ci pieniądze... na wstążki... na sukienkę...

Rozprostował ramiona Loli i podniósł jej głowę. Zobaczył biedną, spłakaną twarzyczkę, wdzięczną, niepokojącą i ruchliwą twarzyczkę dziewczątek skazanych na wszelkie pokusy i upadki.

— No — rzekł Beautrelet — to już skończone, nie mówmy o tym... Nie pytam cię o to, jak to się stało... Powiesz mi tylko wszystko, co może mi się przydać... Czy coś zauważyłaś, dosłyszałaś choć jedno słowo tych ludzi? Jak go zabrali?

— Automobilem... Słyszałam, jak o tym mówili.

— A jaką drogą?

— Ach, tego nie wiem.

— Nie mówili przy tobie niczego, co mogłoby nam pomóc?