— To on — mruknął Beautrelet — to on, taki, jakiego widziałem go po raz ostatni, to jego dokładny opis.

— Jak to, więc pan sądzi?...

— Sądzę, jestem pewny, że pański najemca to nikt inny, tylko Arsène Lupin.

Historia ta ubawiła Ludwika Valméras. Znał wszystkie przygody Lupina i koleje jego walki z Beautreletem. Zacierał ręce.

— No, zamek Iglica stanie się sławny... co całkiem mi się podoba, bo w gruncie rzeczy od kiedy moja matka tam nie mieszka, myślę wciąż o tym, żeby się go pozbyć przy pierwszej lepszej sposobności. Teraz znajdę kupców. Tylko...

— Tylko?

— Poproszę, żeby pan działał z jak największą przezornością i zawiadomił policję, dopiero mając niezachwianą pewność. Widzi pan, gdyby tak mój najemca nie był Arsène’em Lupin?

Beautrelet przedłożył mu swój plan: że pójdzie sam, przejdzie przez mur, schowa się w parku...

Ludwik Valméras pohamował go zaraz.

— Nie przejdzie pan tak łatwo przez mur tej wysokości. A jeśli się panu to uda, przywitają pana dwa ogromne psiska, należące do mej matki, które zostawiłem w zamku.