— Dziś rano? Co wy mówicie?

— Czapkę kupiono dziś rano.

— Ależ to niemożliwe, bo przecież znaleziono ją tej nocy w parku. Skoro ją tam znaleziono, to musiała tam być, a więc musiała być kupiona przedtem.

— Dziś rano. Tak mi powiedział kapelusznik.

Nastąpiła chwila oszołomienia. Sędzia śledczy, ogłupiały, usiłował zrozumieć to wszystko. Nagle podskoczył, rażony błyskiem jasnej myśli.

— Przyprowadzić tu woźnicę, który nas przywiózł dziś rano! Tego od bryczki! Przyprowadzić go zaraz!

Sierżant żandarmerii i jego podwładny pobiegli pospiesznie do stajni. Po kilku minutach sierżant wrócił sam.

— Woźnica?

— Kazał sobie dać jeść w kuchni, zjadł śniadanie, a potem...

— A potem?