— Umknął.

— Ze swym wozem?

— Nie. Pod pozorem, że chce odwiedzić jednego ze swych krewnych w Ouville, pożyczył rower od stajennego. Oto jego kapelusz i płaszcz.

— Ale nie pojechał z odkrytą głową?

— Wyjął z kieszeni czapkę i założył na głowę.

— Czapkę?

— Tak, zdaje się z żółtej skóry.

— Z żółtej skóry? Ależ nie, przecież ona jest tutaj.

— Istotnie, panie sędzio śledczy, lecz jego jest podobna.

Zastępca prokuratora zachichotał kpiąco.