Gdzie został wysadzony Sholmes, więzień Lupina? Blisko Hawru.
A obecny dramat gdzie się odegrał? W Ambrumésy na drodze z Hawru do Dieppe.
Rouen, Dieppe, Hawr, zawsze trójkąt krainy Caux.
Otóż kilka lat przedtem Arsène Lupin, właściciel broszury, znając schowek, w którym Maria Antonina ukryła dokument, dobrał się do owego sławnego modlitewnika. Posiadłszy dokument, wyruszył w pole, znalazł i usadowił się tam, w zdobytej krainie.
Beautrelet wyruszył w pole.
Szedł prawdziwie wzruszony, myśląc o tej samej drodze, którą odbył Lupin, o tych samych nadziejach, które musiały go przepełniać, kiedy wybierał się na odkrycie groźnej tajemnicy, które miała mu dać taką potęgę. Czyż jego wysiłki, Beautreleta, odniosą taki sam zwycięski skutek?
Opuścił Rouen rano, pieszo, z węzełkiem na końcu kija na plecach, jak czeladnik wędrujący po Francji.
Poszedł prosto do Duclair, gdzie zjadł obiad. Opuścił tę osadę, trzymał się Sekwany i już się z nią więcej nie rozstawał. Jego instynkt, wzmocniony zresztą licznymi przypuszczeniami, prowadził go stale wzdłuż krętych brzegów pięknej rzeki. Przecież po okradzeniu zamku Cahorn przedmioty z kolekcji przeprawiono przez Sekwanę. Tak samo po okradzeniu kaplicy w Ambrumésy ku Sekwanie wieziono stare rzeźby gotyckie. Już sobie wyobrażał, jak cała flotylla łódek, kursujących regularnie z Rouen du Hawru, przewoziła dzieła sztuki i bogactwa z całej okolicy, żeby je stamtąd dalej wieźć do ziemi miliarderów.
— Ja płonę!... Płonę... — szeptał młody człowiek, drżąc cały od ciosów prawdy, które gwałtownie spadały na niego jeden po drugim.
Niepowodzenie pierwszych dni wcale go nie zniechęcało. Żywił w sobie głęboką, niezniszczalną wiarę w słuszność hipotezy, która go wiodła. Śmiała, zuchwała, mniejsza o to, była godna tropionego wroga. Hipoteza ta była godna dziwnej rzeczywistości noszącej miano Lupin. Wobec tego człowieka czyż można było w ogóle poszukiwać poza obrębem czegoś olbrzymiego, przesadnego, nadludzkiego?