— Dzień dobry, panie Beautrelet.

Izydor nie wahał się ani chwili. Usiadł obok mężczyzny i rzekł do niego:

— Tak, to ja... A pan, kim pan jest? Jak mnie pan poznał?

— Nietrudno... Chociaż widziałem tylko pański portret w dziennikach. Ale jest pan tak... jak to się mówi po francusku?... tak źle ucharakteryzowany.

Miał bardzo wyraźny cudzoziemski akcent i Beautreletowi zdawało się, kiedy mu się lepiej przyjrzał, że on również ma maskę, która zmienia rysy jego twarzy.

— Kim pan jest? — powtarzał. — Kim pan jest?

Obcy uśmiechnął się.

— Nie poznaje mnie pan?

— Nie. Nigdy pana nie widziałem.

— Ja tak samo. Ale niech sobie pan przypomni... i mój portret także publikowano w dziennikach... i to często... No?...