— Mądrej głowie dość pałką... ostrzegają nas — mruknął zastępca prokuratora.

— Panie hrabio — podjął tok rozmowy sędzia śledczy — błagam, niech się pan nie niepokoi. A pani również. Ta groźba nie ma żadnego znaczenia, gdyż organa sprawiedliwości są na miejscu. Zostaną zarządzone wszelkie środki ostrożności. Odpowiadam za bezpieczeństwo państwa. Zaś co do panów — dodał, zwracając się do obu reporterów — liczę na dyskrecję panów. Jedynie dzięki przesadnej uprzejmości z mej strony byliście panowie świadkami tego śledztwa i źle byście mi się panowie odpłacili...

Tu przerwał, jak gdyby go uderzyła jakaś myśl. Obejrzał obu młodych ludzi po kolei i zbliżając się do jednego z nich, zapytał:

— W jakim dzienniku pan pracuje?

— W „Journal de Rouen”.

— Czy ma pan legitymację?

— Proszę, to ona.

Dokument był w porządku. Nie było co mówić. Pan Filleul zapytał drugiego reportera:

— A pan?

— Ja?