— Ależ zaraz, Beautrelet...
Odchylił znowu zasłonę, dał znak ręką i oznajmił:
— Pani Arsène’owa Lupin.
— Ach! — szepnął młodzieniec, zakłopotany. — Panna de Saint-Véran!
— Nie, nie — zaprzeczył Lupin — pani Arsène’owa Lupin! Albo jeśli pan woli: pani Ludwikowa Valméras, moja prawowita małżonka, zaślubiona mi wedle wszelkich formalności prawnych. I to dzięki panu, panie Beautrelet.
Wyciągnął do niego rękę.
— Serdecznie panu dziękuję... i sądzę, że się pan na mnie nie gniewa.
Co dziwne, Beautrelet nie odczuwał żadnego gniewu, upokorzenia ani goryczy. Całkowicie uznał ogromną wyższość swego przeciwnika i nie wstydził się, że został zwyciężony.
Uścisnął podaną prawicę.
— Proszę pani, podano do stołu.