I zwrócił się do służącego:

— Charolais, czy zamknąłeś drzwi na schodach za panem?

— Tak, i założyłem rygle.

Lupin wstał.

— No, Rajmundo, nie drżyj tak... Ależ ty całkiem pobladłaś!

Wyszeptał do niej kilka słów, potem do służącego, podniósł kotarę i kazał obojgu wyjść.

Hałas na dole stawał się coraz wyraźniejszy. Były to głuche uderzenia, które powtarzały się w równych odstępach. Beautrelet pomyślał:

„Ganimard stracił cierpliwość i wyważa drzwi”.

Zupełnie spokojnie i jakby nic nie słyszał, Lupin mówił dalej:

— Na przykład, jak okropnie była uszkodzona Iglica, kiedy udało mi się ją odkryć! Widać było, że nikt nie znał tajemnicy od ponad stulecia, od Ludwika Szesnastego i Rewolucji. Tunelowi groziła ruina. Schody się pozapadały. Woda wdzierała się do środka. Musiałem naprawiać, wzmacniać, odbudowywać.