Beautrelet nie mógł się powstrzymać i zapytał:

— Czy kiedy przybył pan tutaj, była pusta?

— Prawie. Królowie nie musieli używać Iglicy tak jak ja, jako składu...

— Więc jako kryjówki?

— Tak, bez wątpienia, w czasach najazdów, także w czasach wojen domowych. Lecz prawdziwym jej przeznaczeniem było służyć za... jakby to powiedzieć?... skarbiec królów francuskich.

Ciosy podwoiły się, coraz wyraźniejsze. Ganimard musiał wyłamać pierwsze drzwi i atakował drugie. Cisza, potem znowu uderzenia, jeszcze bliższe. To były trzecie drzwi. Zostało jeszcze dwoje.

Przez jedno z okien Beautrelet zobaczył barki otaczające Iglicę, a niedaleko, niczym wielka, czarna ryba, pływał torpedowiec.

— Cóż za hałas? — zawołał Lupin. — Człowiek już sam siebie nie słyszy. Chodźmy na górę, dobrze? Może cię zainteresuje zwiedzenie Iglicy.

Weszli na następne piętro, którego broniły, jak wszystkich innych, drzwi. Lupin zamknął je za sobą.

— Moja galeria obrazów — powiedział.