— Flota nieprzyjacielska wytęża wszystkie siły — rzekł. — Niebawem wylądują. Boże, jak mnie to bawi!
Usłyszeli jakieś głosy pod sobą. W tej chwili zeszli do poziomu morza i dostali się prawie zaraz do wielkiej groty, gdzie wśród mroków poruszały się to tu, to tam dwie latarnie.
Pojawił się jakiś cień i oto jakaś kobieta rzuciła się na szyję Lupinowi.
— Prędko! Prędko! Byłam taka niespokojna... Co tam robiłeś?... Ale nie jesteś sam?...
Lupin uspokoił ją.
— To nasz przyjaciel, Beautrelet... Wyobraź sobie, że nasz przyjaciel Beautrelet był na tyle delikatny... Ale opowiem ci to później... teraz nie mamy czasu... Charolais, jesteś tu?... Ach, dobrze... A łódka?
Charolais odpowiedział:
— Łódka gotowa.
— Zapal — rozkazał Lupin.
Po chwili dał się słyszeć hałas motoru, a Beautrelet, który powoli przywyknął do ciemności, spostrzegł, że stoją na czymś w rodzaju nabrzeża, na brzegu wody, a przed nimi unosi się łódź.