— Na nieszczęście, kochany, nie masz wyboru. Na razie muszą nas obu uważać za martwych... żeby mi dano spokój, który należy się przyszłemu porządnemu człowiekowi. Później, kiedy ci zwrócę wolność, będziesz mógł mówić, a ja nie będę już miał się czego obawiać.

Ze sposobu, w jaki Lupin ścisnął jego ramię, Beautrelet poznał, że wszelki opór byłby daremny. A zresztą, po cóż się opierać? Czyż nie odkrył i nie wydał Wydrążonej Iglicy? Czy nie miał prawa ulec sympatii, którą mimo wszystko wzbudzał w nim ten człowiek?

Uczucie to było w nim tak wyraźne, że miał ochotę powiedzieć mu: „Panie, grozi panu inne, poważniejsze niebezpieczeństwo: Herlock Sholmes jest na pańskim tropie...”

— Dalej, chodź — rzekł do niego Lupin, zanim się zdecydował to powiedzieć.

Posłuchał i pozwolił zaprowadzić się do łodzi, której wygląd wydał mu się osobliwy i zupełnie niezwykły.

Kiedy znaleźli się na pokładzie, zeszli po stopniach małych, stromych schodów, a raczej drabinki, przytwierdzonej do wieka, które zamknęło się nad nimi.

U dołu schodów znajdował się jasno oświetlony, bardzo ciasny zakątek, w którym było w sam raz tyle miejsca, że mogli wszyscy troje usiąść.

Lupin podniósł tubę głosową73 i rozkazał:

— Charolais, w drogę.

Izydor doznał niemiłego wrażenia, którego doznaje się, zjeżdżając windą, wrażenia usuwania się ziemi spod stóp, wrażenia pustki. Tym razem to woda ustępowała, a pustka otwierała się powoli...