— To torpedowiec — rzekł Lupin. — Odezwie się głos armaty... Co zrobi Duguay-Trouin? Zbombarduje Iglicę? Pomyśl, Beautrelet, ile tracimy, nie widząc spotkania Duguay-Trouina i Ganimarda! Zjednoczenie sił lądowych i morskich!... Hej, Charolais, nie śpij, kochany...

Płynęli jednak bardzo szybko. Po skałach nastąpiły pola piasku, wkrótce potem zobaczyli nowe skały, wyznaczające prawy kraniec Etretat, bramę Amont.

Ryby uciekały na ich widok. Jedna z nich, śmielsza, przylgnęła do szklanej płyty i patrzyła na nich wielkimi, nieruchomymi oczami.

— No, ale jedziemy! — zawołał Lupin. — Cóż powiesz o mojej łupinie z orzecha, Beautrelet? Niezła, co?... Czy przypominasz sobie awanturę z Sept-de-coeur, marny koniec inżyniera Lacomba i jak po ukaraniu jego morderców ofiarowałem państwu jego dokumenty i plany konstrukcji nowego typu łodzi podwodnej: jeszcze jeden podarunek dla Francji. Otóż z tych planów zachowałem jeden dotyczący łódki podwodnej i dzięki temu masz zaszczyt pływania w moim towarzystwie...

Zawołał na Charolais:

— W górę, już nie ma niebezpieczeństwa...

Podnieśli się szybko w górę aż do powierzchni i szklany klosz wynurzył się.

Byli o milę od brzegu, poza zasięgiem wzroku, a Beautrelet zdał sobie teraz jaśniej sprawę z zawrotnej szybkości, z jaką posuwali się naprzód.

Najpierw minęli Fécamp, potem wszystkie plaże normandzkie: Saint-Pierre, Petites-Dalles, Veulettes, Saint-Valery, Veules, Quiberville.

Lupin wciąż żartował, a Izydor bez znużenia patrzył na niego i słuchał, zdziwiony werwą tego człowieka, jego wesołością, jego łobuzerstwem, jego ironiczną beztroską i radością życia.