Dziecięcy uśmiech odsłonił jego białe zęby, kiedy mówił:
— Cóż, teraz jest pan przekonany? Czy trzeba panu jeszcze dowodów? Proszę, niech pan przeczyta adres na tych listach mojego ojca: „Pan Izydor Beautrelet, wychowanek liceum Janson de Sailly”.
Przekonany czy nie, pan Filleul miał minę, jakby mu ta historia nie przypadała do smaku. Zapytał szorstkim tonem:
— Co pan tu robi?
— No... uczę się.
— Na to są licea... pańskie...
— Zapomina pan, panie sędzio śledczy, że dziś dwudziesty trzeci kwietnia i że jesteśmy w środku ferii wielkanocnych.
— Więc?
— Więc mam wszelkie prawo wykorzystywać ferie, jak mi się podoba.
— A pański ojciec?...