— Przekleństwo! — ryknął Sholmes, którego przestrzelone ramię opadło wzdłuż ciała.
I zawołał do swoich ludzi:
— Strzelajcie! Strzelajcie!
Ale Lupin rzucił się już na nich i nie upłynęły dwie sekundy, a ten po prawej leżał na ziemi z roztrzaskaną piersią, a drugi ze zdruzgotaną szczęką upadł na bramę.
— Pospiesz się, Wiktorio! Zwiąż ich... A teraz, Angliku, tylko ty i ja!
Schylił się, klnąc.
— Ach, łajdaku!...
Sholmes lewą ręką chwycił rewolwer i wymierzył.
Huk... okrzyk trwogi... Rajmunda rzuciła się między obu mężczyzn, twarzą do Anglika. Zachwiała się, podniosła rękę do szyi, wyprostowała się, obróciła i upadła u stóp Lupina.
— Rajmundo!... Rajmundo!