— Ależ to staje się bardzo ciekawe, nareszcie się czegoś dowiem. Bo wyznam panu, ku swemu wielkiemu wstydowi, że nic a nic nie wiem.
— To dlatego, panie sędzio śledczy, że pan nie miał czasu się zastanowić. Rozważać to rzecz główna. Rzadko się zdarza, żeby wypadki nie mieściły same w sobie swego wyjaśnienia!
— I według pana, wypadki, które stwierdziliśmy, noszą same w sobie swoje wyjaśnienie?
— A czy to nie jest pańskie mniemanie? W każdym razie nie stwierdziłem innych niż te, które zanotowano w protokole.
— Cudownie! Więc gdybym pana zapytał, jakie przedmioty skradziono z tego salonu?
— Odpowiedziałbym panu, że wiem jakie.
— Brawo! To szanowny pan wie o wiele więcej niż sam właściciel! Pan de Gesvres ma swój rachunek, pan Izydor Beautrelet go nie ma. Brakuje trzyczęściowej biblioteczki i jednego posągu naturalnej wielkości, którego nikt nigdy nie zauważył. A jeślibym pana zapytał o nazwisko mordercy?
— Odpowiedziałbym panu również, że je znam.
Wszyscy obecni podskoczyli. Zastępca prokuratora i dziennikarz zbliżyli się. Pan de Gesvres i dwie młode dziewczyny słuchały uważnie, wszyscy pod wrażeniem pewności i spokoju Beautreleta.
— Pan zna imię mordercy?