— Tak.

— I może także miejsce, w którym on się znajduje?

— Tak.

Pan Filleul zatarł ręce:

— Cóż za szczęście! To złapanie zbrodniarza będzie chlubą mojej kariery. I pan może mi w tej chwili podać te piorunujące rewelacje?

— W tej chwili, tak... Albo raczej, jeśli nie ma pan nic przeciwko temu, za godzinę lub za dwie, kiedy zostanę do końca przy śledztwie, które pan prowadzi.

— Ależ nie, ależ nie, natychmiast, młody człowieku...

W tej chwili Rajmunda de Saint-Véran, która od początku tej sceny nie spuszczała oczu z Izydora Beautreleta, podeszła do pana Filleul.

— Panie sędzio śledczy...

— Czego pani sobie życzy?