Na koniec przedstawienia nie wrócił.
Pani Delattre, bardzo zaniepokojona, udała się na komisariat policji. Zastała tam prawdziwego pana Thèzard i dowiedziała się, ku swemu przerażeniu, że osobnik, który zabrał jej męża, był oszustem.
Pierwsze poszukiwania wykazały, że doktor wsiadł do automobilu i że automobil ten oddalił się w kierunku Concorde.
Nasze następne wydanie poda naszym czytelnikom dalsze wiadomości o tej niewiarygodnej przygodzie”.
Chociaż tak nieprawdopodobna, przygoda ta była prawdziwa. Zresztą na rozwiązanie nie trzeba było długo czekać. „Grand Journal”, który powtórzył tę wiadomość w wydaniu południowym, oznajmił w kilku słowach o jej sensacyjnym zakończeniu:
„Koniec historii i początek przypuszczeń
Dziś rano o godzinie dziewiątej doktor Delattre został odwieziony przed bramę przy rue Duret 78, automobilem, który natychmiast odjechał z pełną prędkością.
Pod numerem 78 rue Duret znajduje się właśnie klinika doktora Delattre, klinika, do której przybywa co dzień rano o tej samej godzinie. Kiedy się zaanonsowaliśmy, doktor, który prowadził rozmowę z dyrektorem policji, był łaskaw mimo to nas przyjąć.
— Wszystko, co mogę powiedzieć — odrzekł — to, że traktowano mnie z największymi względami. Moi trzej towarzysze byli najmilszymi ludźmi, jakich spotkałem, niezrównanej grzeczności, inteligentni i rozmowni, czego nie należy lekceważyć, zważywszy długość podróży.
— Jak długo ona trwała?