— A jeśli umrze? — wyrzekł cicho pan Filleul.
— Jeśli umrze — odpowiedział Beautrelet — a jego wspólnicy będą tego pewni, to niech pan czuwa, panie sędzio śledczy, nad bezpieczeństwem panny de Saint-Véran, gdyż zemsta będzie straszna.
W kilka minut później, mimo zabiegów pana Filleul, który bardzo chętnie zgodził się na tego cudownego pomocnika, Izydor Beautrelet, którego wakacje kończyły się tego samego dnia, odjechał do Dieppe. Wysiadł w Paryżu około piątej, a o ósmej wchodził w tym samym czasie, co i jego koledzy, w bramę liceum Janson.
Ganimard po drobiazgowym, ale daremnym przeszukaniu ruin Ambrumésy wrócił wieczornym pociągiem pospiesznym. Wszedłszy do swego mieszkania przy rue Pregolese, znalazł czekającą na niego następującą depeszę:
Panie Inspektorze Naczelny!
Mając trochę czasu pod koniec dnia, zdołałem zebrać kilka dodatkowych informacji, które z pewnością pana zainteresują.
Od roku Arsène Lupin żyje w Paryżu pod nazwiskiem Stefana de Vaudreix. Nazwisko to mógł pan nieraz spotkać w gazetach, w kronikach towarzyskich lub w kolumnach sportowych. Jako wielki podróżnik przez dłuższe okresy bywa nieobecny i opowiada, że wówczas poluje na tygrysy w Bengalu lub na niebieskie lisy na Syberii. Podobno prowadzi jakieś interesy, jednak nikt nie wie, jakiego rodzaju.
Jego obecne mieszkanie: rue Marbeuf 36 (Proszę zauważyć, że ulica ta znajduje się w pobliżu urzędu pocztowego nr 45). Od czwartku 23 kwietnia, przedednia napadu na Ambrumésy, nie było żadnych wieści o Stefanie de Vaudreix.
Proszę przyjąć, Panie Inspektorze Naczelny, z całą moją wdzięcznością za okazaną mi życzliwość wyrazy najgłębszego poważania.
Izydor Beautrelet