P.S. Proszę nie przypuszczać, że mi zebranie tych informacji sprawiło wiele kłopotu. W sam ranek zbrodni, kiedy pan Filleul prowadził swe śledztwo przed kilkoma uprzywilejowanymi osobami, miałem szczęśliwą myśl, żeby przyjrzeć się czapce zbiega, zanim rzekomy woźnica przybył ją wymienić. Nazwisko kapelusznika wystarczyło mi, łatwo pan to zrozumie, do znalezienia nitki, po której doszedłem jak do kłębka do nazwiska kupca i jego mieszkania.
W poniedziałek rano Ganimard udał się pod numer 36 przy rue Marbeuf. Zebrawszy wiadomości od stróżki, kazał sobie otworzyć mieszkanie parterowe z prawej strony, mieszkanie wytworne, eleganckie, gdzie zresztą znalazł tylko popiół na kominku. Przed czterema dniami jacyś dwaj przyjaciele przyszli spalić wszystkie kompromitujące papiery.
Lecz w chwili wyjścia Ganimard zetknął się z listonoszem, który przyniósł list dla pana de Vaudreix.
Po południu zawiadomiona o tym prokuratura zarekwirowała list. Był opatrzony amerykańskim stemplem pocztowym i zawierał następujące słowa w języku angielskim:
Szanowny Panie,
Potwierdzam Panu odpowiedź, którą dałem Pańskiemu agentowi. Kiedy tylko Pan będzie miał w swym posiadaniu cztery obrazy pana de Gesvres, proszę je wysłać zwykłym sposobem.
Może Pan dołączyć do nich resztę, jeśli się Panu uda, w co zresztą bardzo wątpię.
Ponieważ pewna niespodziewana sprawa zmusza mnie do wyjazdu, przybędę równocześnie z tym listem. Znajdzie mnie Pan w Grand Hotelu.
Podpisano:
Harlington