Tego samego dnia Ganimard, uzbrojony w nakaz aresztowania, sprowadził do aresztu pana Harlingtona, obywatela amerykańskiego, oskarżonego o paserstwo i wspólnictwo w kradzieży.

Tak więc w ciągu dwudziestu czterech godzin dzięki rzeczywiście niespodziewanym wskazówkom siedemnastoletniego młodzieńca rozwiązano wszystkie węzły intrygi. W ciągu dwudziestu czterech godzin to, co wydawało się niewytłumaczalne, stało się proste i jasne. W ciągu dwudziestu czterech godzin plan wspólników, mający na celu ocalenie ich przywódcy został zniweczony. Schwytanie Arsène’a Lupin rannego, konającego nie ulegało już wątpliwości, jego banda była zdezorganizowana, poznano jego paryskie mieszkanie, maskę, pod którą się ukrywał, a jedną z jego najzręczniejszych i najdłużej przygotowanych sprawek po raz pierwszy wydobyto na jaw, zanim zdołał ją w pełni przeprowadzić.

Wywołało to wśród publiczności niezmierny okrzyk zdumienia, podziwu i ciekawości. Już dziennikarz z Rouen opisał w bardzo udanym artykule pierwsze badanie młodego licealisty, podnosząc jego naiwny wdzięk i spokojną pewność siebie.

Niedyskrecja Ganimarda i pana Filleul, niedyskrecja, którą popełnili wbrew swej woli, wiedzeni porywem szlachetniejszym od ich zawodowej pychy, oświeciła nagle publiczność co do roli Izydora Beautreleta w ostatnich wydarzeniach. To on sam wszystko zrobił. Zwycięstwo było wyłącznie jego zasługą.

...Wybuchła ekscytacja. Izydor Beautrelet stał się bohaterem, tłum w nagłym przypływie zauroczenia żądał najdrobniejszych szczegółów o swym nowym ulubieńcu. Reporterów nie brakło. Rzucili się na wyścigi do liceum Janson de Sailly, czatowali na uczniów wychodzących ze szkoły i zbierali wszystko, co choćby odlegle dotyczyło Beautreleta. W ten sposób dowiedziano się o reputacji, jaką cieszył się wśród współuczniów ten, którego nazywali rywalem Herlocka Sholmesa. Dzięki rozumowaniu, logice i bez żadnych innych danych prócz tego, co przeczytał w gazetach, kilkakrotnie podawał rozwiązanie bardzo zawiłych spraw, z którymi organa sprawiedliwości zdołały się z trudem uporać dopiero długo po nim.

W liceum Janson powszechną rozrywką stało się zadawanie Beautreletowi trudnych pytań, zawiłych problemów i zdumiewano się, widząc, z jaką pewnością analizy, za pomocą jakich genialnych dedukcji radził sobie wśród największych ciemności. Na dziesięć dni przed aresztowaniem sklepikarza Jorisse wskazał wnioski, które można było wyciągnąć ze sławnego parasola. Tak samo twierdził od początku w sprawie tragedii z Saint-Cloud, że stróż był jedynym możliwym mordercą.

Lecz najciekawsze było dziełko, które znaleziono w obiegu między wychowankami liceum, podpisane przez niego, napisane na maszynie do pisania i odbite w dziesięciu egzemplarzach. Tytuł brzmiał:

ARSÈNE LUPIN, jego metoda, w czym on jest klasyczny, a w czym oryginalny. Z dodaniem porównania angielskiego humoru i francuskiej ironii.

Było to głębokie studium każdego z wyczynów Lupina, w którym sposoby sławnego włamywacza występują nadzwyczaj plastycznie, gdzie nawet jest wykazany sam mechanizm jego działania, jego zupełnie odrębna taktyka; dalej: jego listy do dzienników, groźby, zapowiedzi kradzieży, słowem ogół sztuczek, których używał do „urządzenia” wybranej ofiary i postawienia jej w takim stanie umysłu, że się prawie sama wystawiała na zgotowany dla niej cios i że wszystko spełniało się, żeby tak rzec, za jej własną zgodą.

A wszystko to było tak słuszne jako krytyka, tak przenikliwe, tak żywe i z tak dowcipną, a zarazem okrutną ironią, że od razu wszyscy kpiarze przeszli na jego stronę, że sympatia tłumów odwróciła się bezpowrotnie od Lupina do Izydora Beautreleta i że w walce, która zawiązała się między nimi, z góry obwołano zwycięstwo młodego licealisty.