— Całkiem po prostu, dzięki pracom, jakie musiał wykonać, żeby ukraść kaplicę.

— Ej, panie Beautrelet, pan przesadza. Przecież nie ukradł całej kaplicy. Nie tknął przecież żadnego kamienia z tego muru.

— Oczywiście podrobił i wymienił tylko to, co miało wartość artystyczną: obrobione kamienie, rzeźby, posążki, cały skarbiec małych kolumienek i cyzelowanych okien ostrołukowych. Nie zajmował się samą podstawą budynku. Fundamenty zostały.

— A zatem, panie Beautrelet, Lupin nie mógł dotrzeć aż do krypty.

W tej chwili pan de Gesvres, który zawołał jednego ze swych służących, wrócił z kluczem do kaplicy. Otworzył drzwi i wszyscy trzej weszli.

Po chwili badania Beautrelet zaczął:

— Płyty posadzki zostały oczywiście nietknięte Lecz łatwo spostrzec, że główny ołtarz jest odlewem. Otóż zazwyczaj schody wiodące do krypt zaczynają się przed głównym ołtarzem i idą pod nim.

— Z czego pan to wnosi?

— Wnoszę z tego, że właśnie tu pracując, Lupin znalazł kryptę.

Przy pomocy kilofa, który kazał przynieść hrabia, Beautrelet zabrał się do ołtarza. Kawałeczki gipsu odskakiwały na prawo i lewo.