— I przede wszystkim — zauważył hrabia de Gesvres — jeśli to jego zraniła moja siostrzenica.

— To był z pewnością on, panie hrabio — stwierdził Beautrelet. — To z pewnością on, proszę wierzyć, padł wśród ruin od kuli, którą ugodziła go panna de Saint-Véran. To z pewnością jego widziała, jak się podniósł i upadł ponownie, i powlókł się do wielkiej arkady, żeby się podnieść po raz ostatni — a to za pomocą cudu, który panu zaraz wyjaśnię — żeby się podnieść po raz ostatni i dotrzeć aż do tej kamiennej kryjówki, która miała stać się jego grobowcem.

I Beautrelet uderzył laską w próg kaplicy.

— Co? Jak? — krzyknął zdumiony pan Filleul. — Jego grobowcem?... Więc pan sądzi, że ta niedocieczona kryjówka...

— Znajduje się tutaj, tutaj... — powtórzył Izydor.

— Ależ myśmy ją przeszukali.

— Źle.

— Tu nie ma żadnej kryjówki — zaprotestował hrabia de Gesvres. — Znam tę kaplicę.

— Przeciwnie, panie hrabio, jest tu jedna kryjówka. Proszę pójść do merostwa w Varengeville, gdzie zebrano wszystkie dokumenty, które znajdowały się w dawnej parafii Ambrumésy, a dowie się pan z tych dokumentów, pochodzących z osiemnastego wieku, że pod kaplicą istniała krypta. Ta krypta należała bez wątpienia do kaplicy romańskiej, na której miejscu zbudowano tę właśnie.

— Lecz skąd Lupin mógłby znać ten szczegół? — zapytał pan Filleul.