— Do diabła!... — zgrzytnął. — Tu nie ma kartki... Oszukałeś mnie!

Wskoczył do pokoju.

Rozległy się dwa strzały. Z kolei Izydor wyjął swój rewolwer i strzelił.

— Chybiłeś, kochany! — ryknął Brédoux. — Ręka ci drży... Boisz się...

Chwycili się w pół i potoczyli na podłogę.

Ktoś gwałtownie dobijał się do drzwi.

Izydor osłabł, jego przeciwnik natychmiast nad nim zapanował. Nadszedł koniec. Uzbrojona w nóż ręka podniosła się nad nim i opadła. Uczuł ostry ból pod łopatką. Legł bezwładny.

Miał wrażenie, że szukano w wewnętrznej kieszeni jego surduta i że zebrano dokument. Potem jak przez mgłę widział mężczyznę wyskakującego przez okno.

Dzienniki, które następnego dnia rano doniosły o ostatnich wydarzeniach w zamku Ambrumésy, o okradzeniu kaplicy, o odkryciu ciał Arsène’a Lupin i Rajmundy, a w końcu o zamordowaniu Beautreleta przez Brédoux, pisarza sędziego śledczego, podały również następujące dwie wiadomości: o zniknięciu Ganimarda oraz o porwaniu w biały dzień w samym sercu Londynu Herlocka Sholmesa, w chwili gdy miał wsiąść do pociągu do Dover.

Tak więc banda Lupina, na chwilę zdezorganizowana za sprawą genialnego siedemnastolatka, podjęła ofensywę i od razu wszędzie i pod każdym względem odniosła zwycięstwo. Dwaj wielcy przeciwnicy Lupina, Sholmes i Ganimard, uwięzieni. Izydor Beautrelet wyłączony z walki. Sprawiedliwość bezsilna. Nikt nie był w stanie walczyć z takimi nieprzyjaciółmi.