MERLIN

Nie, Joyzello, nie wiem... Nie róbmy praw z kilku szczątków, zebranych w nocy, która otacza nasze myśli... Ale ta, która powinna była uczynić to, co ty chciałaś uczynić, była tą, którą los przeznaczył dla mego syna... Było więc zapisane dla ciebie, dla ciebie jednej tylko — i może dla tych, które ci są trochę podobne, że one mają prawo do miłości, jaką im wskazuje przeznaczenie i że ta miłość przeważy wszystko, co jest niesprawiedliwe... Nie sądzę cię zupełnie: los cię zatwierdza, ale jestem szczęśliwy, że wybrał ciebie spośród kobiet.

JOYZELLA

Ojcze mój! Drżę jeszcze, patrząc na tę broń, która jedną chwilę... Wybacz mi, mój ojcze, ja już cię kochałam...

MERLIN

Teraz proszę cię, abyś wyciągnęła do mnie rękę przebaczenia...

JOYZELLA

Nie, nie, to nie zimne ręce przebaczenia... To ręce, które pieszczą, uwielbiają, dziękują... Rozumiem teraz, dlaczego pomimo nienawiści nie mogłam cię nienawidzić! To, coś ty uczynił, było trudniejsze niż wszystko, co ja uczyniłam, bo to było okrutne; a gdy teraz myślę o tym wszystkim, co się stało, widzę, że to ty, ty, mój ojcze, zniosłeś próbę najcięższą i najgodniejszą...

MERLIN

Nie, najgodniejszą nie była żadna z tych, które mogłaś widzieć... Będzie ona tajemnicą tego serca, które cię kocha i które w sobie łączy was, a które od was obojga, moje dzieci, żąda, abyście dla zmiany tej głębokiej tajemnicy w szczęście — dali mu chwilę swej radości i może pocałunek nieco dłuższy od tych, jakie się daje zazwyczaj po drodze starcom odchodzącym...