MERLIN

Zanadto cię kocham, Joyzello, aby cokolwiek złego mu uczynić, dopóki będziesz go kochać... Niechaj się więc nie lęka niczego... I ty się mnie nie lękaj. Nie jestem tu, aby wyzyskać cień i serce twe opanować. Miałem inny cel... Słuchaj, Joyzello, nie rywal lub nieszczęśliwy kochanek; przewidujący, niespokojny ojciec mówi do ciebie... Zanim przyszedł ten, co cię zdobył tak, jak nigdy na świecie człowiek nie zdobył kobiety, marzyłem, wyznaję, o szczęściu, którego próżno czekać na schyłku lat... Dziś zrzekam się tego marzenia, ze smutkiem, ale w dobrej wierze... Wiem, jak kochasz biedną, nieświadomą istotę, którą złośliwy przypadek postawił na twej drodze... i nie wątp, mówię ci teraz bez nienawiści i bez zazdrości, choć nie bez trwogi, gdy myślę o strasznych dniach, jakie ci on gotuje... Dlatego się uparłem, że cię muszę oświecić co do niego, choćby to miało ci się nie podobać... Nie mam żadnej innej troski, tylko chciałbym odwrócić tę nieszczęsną miłość, w której czekają cię same rozczarowania i łzy... Nie spodziewam się niczego dla siebie... Nie żądam, abyś mnie kochała zamiast niego... Dostatecznie mi wykazałaś, że to niemożliwe... Życzę sobie tylko, abyś go więcej nie kochała... To wszystko, o co błagam los; a los tej nocy wysłuchał mych błagań...

JOYZELLA

Jak to?...

MERLIN

Próba jest surowa i smutna. Chciałbym ci jej oszczędzić... Ale wiesz, że są nieszczęścia zbawienne, przed którymi hańbą jest uciekać... Dość jednego ruchu, aby zburzyć świat... Małe odwrócenie szyi, która jeszcze się pochyla tak spokojnie, jedno spojrzenie tych oczu zbyt ufnych i zbyt niewinnych zniweczy wobec mnie rzecz najpiękniejszą, jaka budzi miłość w sercu kobiecym... A jednak to konieczne. Sprawiedliwie jest i dobrze, aby dziś rozpadła się ona we łzach, które może nie będą niezatarte, ponieważ później płynęłyby w cierpieniach, których nic nie pocieszy!...

JOYZELLA

Co chcesz powiedzieć?...

MERLIN

Że w tej samej chwili, kiedy wszystko, co w twoim sercu jest nietknięte i prawdziwe, żarliwe i czyste, kiedy wszystkie przejrzyste moce twej duszy, wierność, prawość, niewinność twojej krwi dziewiczej unoszą się ku temu, którego wybrałaś, aby uczynić zeń najczystszego, najszczęśliwszego człowieka — on tam, za nami, o dwa kroki od tej ławki, w cieniu tych liści, które sądzi nieprzeniknionymi dla oka, on leży tam w objęciach kobiety, z którą parę dni temu, jak to sama widziałaś, kalał już tę cudowną miłość, jaką mu dałaś...