przechyla się nad nim i składa na jego ustach i powiekach długi pocałunek

Oto powraca z krain bez światła... Życie mu zwrócone, ale przebudzi się tylko w twoich gorących ramionach. Zostawiam cię twemu zadaniu. Pamiętaj o swym słowie!...

Wychodzi. — Joyzella wzięła Lanceora w ramiona i patrzy na niego z udręką. — Wkrótce oczy kochanka się otwierają, a ręce czynią słaby ruch.

JOYZELLA

Lanceorze!... Oczy jego się otwarły i znowu zamknęły, i widziałam światło, kąpiące się w błękicie... A teraz jego ręce zdają się szukać moich... Oto moje ręce, Lanceorze, one są w twoim ręku, ach, a twoje ręce już nie są zimne jak lód!... Moje ręce nie puszczają twoich w obawie, że je utracą... A jednak chciałabym podtrzymać twe barki i objąć twą szyję, co się chyli ku memu łonu... Ach, wszystko dobre powraca, powraca w jednej chwili... Czuję już, jak bije jego serce, oddycham jego oddechem... Wszystko mi zabrano, ale mi wszystko zwrócono... Słuchaj mnie, Lanceorze, chciałabym cię zobaczyć, szukam twego oblicza, nie kryj czoła w mych włosach, co cię kochają... Oczy moje kochają cię więcej i dopominają się o swój dział...

Lanceor z lekka podnosi głowę.

Słyszał mnie i wysłuchał... O, już nie ma wątpliwości, zmartwychwstał, tu, przede mną, i jest teraz żywszy niźli samo życie... On tu jest przy mnie, a róże jutrzenki i kwiaty przebudzenia ożywiły jego policzki i pokrywają jego uśmiech... on już się uśmiecha, jakby mnie zobaczył... Ach, bogowie są za dobrzy!... Mają litość nad ludźmi!... Jest niebo, co się otwiera! Są bogowie miłości! Są bogowie życia.... Trzeba im okazać wdzięczność i kochać się więcej, ponieważ oni nas kochają... Pójdź, pójdź w me ramiona: oczy twoje szukają mnie jeszcze, ale usta twe mnie odnajdują... Już się otwarły, by wywołać moje, a moje usta patrz — oto są — pełne miłości...

Milczenie. — Joyzella całuje go długo i gorąco.

LANCEOR

wracając do przytomności