Joyzello, co ci jest?... Nie wiem, czy moje zmysły są jeszcze pod panowaniem nocy, z której wychodzę, ale nie poznaję twoich słów i ruchów... Myślałby kto, że ty się wahasz, że wątpisz, że śnisz... A ja, który powracam do ciebie pełen radości i miłości, tak mało ich znajduję w twych oczach, co się kryją przede mną, w twoich rękach, co o mnie zapomniały. Cóż się stało? Po co mnie przywołano do życia, jeżeli w czasie mego letargu utraciłem to, com kochał?...
JOYZELLA
O, nie, nie, Lanceorze, tyś mnie nie stracił!...
LANCEOR
Głos twój pożąda uśmiechu, a tylko żałość znajduje...
JOYZELLA
Tak, chciałabym się uśmiechnąć i już się uśmiecham... Ale nie dziw się; płakałam tak długo i tak rozpaczliwie, że łzy jeszcze dotąd mimo woli stoją mi w oczach... Radość była tak daleko, że nie może powrócić za pierwszym pocałunkiem... Trzeba wiele pocałunków, zanim ona zdobędzie w sercu moim zaufanie — i prawie smutna jestem wśród tego szczęścia...
LANCEOR
O biedna moja Joyzello!... Więc to to oznacza twoje milczenie tak surowe... A ja się niepokoiłem jak głupie dziecko... Myślę tylko o sobie, jestem upojony życiem i nic nie rozumiem... Zapomniałem, że na twoim miejscu utraciłbym odwagę... Prawda, masz rację, to ty wracasz z krainy śmierci, nie ja. A gdy dwie istoty kochają się tak, jak my się kochamy, tylko ten, który nie umiera, umiera rzeczywiście. Nie kryj swoich łez... Im zdajesz się smutniejsza, tym bardziej widzę, że mnie kochasz... Teraz ja się zaopiekuję tobą, teraz ja przywołam twą duszę, ogrzeję twe ręce, szukać będę twych ust — i sprowadzę cię do tej krainy szczęścia, którą utraciliśmy... Będziemy tam wkrótce, ponieważ miłość nami kieruje... Ona zwycięża wszystko, gdy znajdzie dwoje serc, które jej się oddają bez trwogi i bez zastrzeżeń... Wszystko inne jest niczym, wszystko inne się zapomina, wszystko inne na bok schodzi i miejsca jej ustępuje...