zapatrzona przed siebie
Wszystko inne schodzi na bok i miejsca jej ustępuje...
AKT V
Galeria w pałacu.
SCENA I
Wchodzą Merlin i Lanceor.
LANCEOR
Mój ojcze!... Więc to prawda, że ty jesteś moim ojcem?... Odkąd wiem o tym, zdaje mi się istotnie, że wszystko przeczuwało tę prawdę w moim jasnowidzącym sercu...
zbliża się bardziej
Ależ tak, to cudowne!... Widzę cię na koniec takim, jakim cię widziałem wśród igraszek dziecięcych; i gdy spoglądam na ciebie, siebie samego widzę w jakimś zwierciadle poważniejszym, szlachetniejszym i głębszym niż wszystkie zwierciadła tam w sali. Ale cóż powie Joyzella?... Śmiać się będzie do rozpuku, wspominając swą bojaźń, gdyż wyobrażała sobie... Nie, ona sama ci powie, co myślała, i sama się ukarze za te szalone strachy... Nienawidziła cię, ale jakąś tkliwą nienawiścią, która już się uśmiechała, jakby przez nią przenikały promienie miłości... Ale gdzież ona się chowa? Od dwóch godzin szukam jej na próżno... Czyś jej nie widział? Muszę natychmiast jej opowiedzieć o szczęściu, jakie nam przynosi wieczór dzisiejszy...