Gasi lampę, stawia ją na marmurowych schodach, wyjmuje z zanadrza ukryty puginał8, podnosi go i chwilę mu się przygląda.

Teraz twoja kolej... O, gdybyś mógł wykonać to, czego pragnie myśl moja, aby ta śmierć, co błyska na końcu tego ostrza, nie była prawdziwą śmiercią, nieodwołalną śmiercią... Ale wystarczy... Już czas... Słowo — czyn. Uderzam!

Podnosi sztylet, by uderzyć Merlina. Ariella, niewidzialna, chwyta za rękojeść i bez żadnego zewnętrznego wysiłku, paraliżuje jej ruch. W tej samej chwili Merlin otwiera oczy, podnosi się i radosnym ruchem tkliwie obejmuje Joyzellę swymi ramionami.

MERLIN

Dobrze!... Joyzella jest wielka, Joyzella tryumfuje... Zwyciężyła los, słuchając miłości; to ciebie, moje dziecię, wybrało przeznaczenie...

JOYZELLA

nie rozumiejąc jeszcze, zmaga się

Nie, nie, nie!... Nie mogłam!... Ach, jeśli brak mi serca, to przecież mam odwagę... I jeżeli nie mam już siły, to mam całe życie i nigdy, nigdy, póki mi tchu wystarczy...

MERLIN

Spójrz na mnie, Joyzello!... Zwracam siłę ramieniu, które podniosłaś w obronie miłości... Pozostawiam mu broń, która chciała mnie uderzyć, i słusznie uderzyć... Aż do tego gestu wszystko było nieokreślone, teraz wszystko jest jasne, wszystko promienne i pewne... Spójrz na mnie, Joyzello, i nie lękaj się moich ust... Szukają one twego czoła, aby wreszcie złożyć na nim pocałunek, jaki składa ojciec na czole swej córki...