MARIA
Są tam... Idą za płotami...
Marta wchodzi.
MARTA
Otóż jestem. Tu ich doprowadziłam. Powiedziałam, by zaczekali na drodze.
Słychać krzyk dzieci.
Ach dzieci... krzyczą znowu. Zakazałam im przychodzić... Ale chcą także widzieć, a matki mnie nie usłuchały... Powiem im... Nie; zamilkły. — Czy wszystko gotowe? Przyniosłam pierścioneczek przy niej znaleziony... Mam także trochę owoców dla dziecka... Sama ją ułożyłam na noszach. Wygląda, jakby spała... Niemało miałam kłopotu z jej włosami; ułożyć się nie chciały... Kazałam narwać stokroci... Innych kwiatów nie było... Co tu robicie? Czemu nie jesteście z nimi?
Patrzy w okna.
Nie płaczą?!... Nie powiedzieliście jeszcze?