MARTA
Tych... co niosą?...
OBCY
Tylko trochę drzwi uchylił... Widzę zaledwie kawał trawnika i wodotrysk... Klamki z rąk nie wypuszcza... Cofa się... Zdaje się mówić: „A, to wy”... Wzrusza ramionami... Zamyka drzwi... Dziadunio panienek wszedł do pokoju.
Tłum zbliżył się do okien. — Marta i Maria podnoszą się z początku tylko do połowy, potem jedna przy drugiej, obejmując się ramionami, przysuwają się także. — Widać Starca postępującego naprzód. — Obie siostry zmarłej podnoszą się. — Matka także się podnosi, ale wprzód z wielką pieczołowitością sadowi dziecko na fotelu, z którego powstała, tak że widać malca śpiącego w pośrodku pokoju, z główką nieco pochyloną. — Matka idzie naprzeciw Starca i podaje mu rękę, lecz cofa szybko, zanim ten zdążył wziąć ją w swoje dłonie. — Jedna z dziewczyn chce mu zdjąć płaszcz z ramion; druga przysuwa dlań fotel. — Lecz Starzec gestem odmawia. — Ojciec uśmiecha się zdziwiony. — Starzec patrzy w okna.
OBCY
Nie śmie powiedzieć... Spojrzał na nas...
Szemranie i poruszenie tłumu.
OBCY
C... yt!