razem wziąwszy, około tysiąc pięćset razy,

w lirykach szły różowe i białe suknie,

a czasem złote lub ze storczyków, gdy miałem więcej fantazji.

Trzynaście razy całowałem mokrą glebę,

raz mi (we wierszu) mucha usiała na nosie,

często karmiłem gołębie, koty lub mewy,

a rozmów z przyjacielem miałem czterdzieści ośm.

Rymu mi zabrakło trzysta sześćdziesiąt pięć razy

(w dwustu dwu wypadkach zastosowałem asonanse).

Pięć razy wyzbyty byłem marzeń.