się wlecze...)
Czarna pani
Przyszła z świszczącym szelestem,
witana płuc rozdartych muzyką,
zakołysała się: jestem!
I wdarła się w krwiste ust kąciki.
Ceglaste zniknęły kręgi,
lica stawały się bledsze, bledsze...
Echem grobowej piosenki
zadrgało niepotrzebne powietrze.