I potem,

gdy ogień zagasł w niebieskim piecu,

ktoś przez wieś przeczłapał

i rzekł mi: — dobry wieczór! —

Wieczór banalny

O, śmieszny księżycu, zielonkawy głupcze,

boże dyndających, nagich lunatyków,

muzo, pudrująca się w lirycznym lustrze —

odwiedźcie dziś wspólnie sennych romantyków.

Niechaj kojąco, boso i namiętnie