(żeby jakiś belfer nie wylazł spod ziemi!)

Minuty mijają, mrok zapada z wolna...

— Czyżby ona do kpin także była zdolna? —

Lecz oto nadchodzi, pachnie jak mrok leśny —

— ja bardzo przepraszam, nie mogłam przyjść wcześniej.

W parku było cudnie, księżyc był i kwiaty —

— kocham panią — szepnął — może byśmy „na ty”?

Ciemno jest i miło, ona nos pudruje —

— jesteś brzydal... cudny. Po co mnie całujesz?

Pijak i kwiaty