— Dlatego śpiewasz — rzekł Senderl. — Powiadają przecież: Koły Żyd śpiwaje, koły wyn hołodny.52 Ty, Beniaminie, możesz sobie śpiewać. Śpiewaj, ile chcesz. A ja tymczasem zajmę się czymś innym.
Mówiąc to Senderl wsunął rękę do swojej paczki i wyciągnął z niej torbę.
— Nic nie wiesz i nic nie rozumiesz — rzekł na to Beniamin. — Głupiec z ciebie. Zaraz ci wszystko wyłożę.
Senderl tymczasem robił swoje. Z wolna otwierał torbę. Gdy Beniamin zajrzał do niej, natychmiast wszystko się w nim odmieniło. W torbie były prawdziwe skarby: chleb, kawałki chały pozostałe po sobocie, ogórki, rzodkiewka, cebula i czosnek. „Zapobiegliwa gospodyni, która pamięta o wszystkim” — pomyślał Beniamin o Senderlu. Przyjaciel bardziej urósł w jego oczach. Jakże się cieszył, że Pan Bóg obdarzył go tak wartościowym towarzyszem podróży. Tylko Stwórca mógł mu zesłać Senderla, tak jak w swoim czasie zesłał synom Izraela mannę na pustyni. Pokrzepili się, a potem Senderl zawinął resztki jedzenia w papier i schował z powrotem do torby.
— Przydadzą się na jeszcze jeden posiłek. Natomiast torba starczy jeszcze na tysiąc lat, na całe nasze życie. Z nią, jeśli Bóg będzie łaskaw, będziemy chodzić po domach. Nic się nie martw, Bóg nas nie opuści. Nasza kochana sakwa jest niby ten cudowny obrus z bajek. Wystarczy powiedzieć: „Obrusiku, obrusiku, daj nam jeść, daj mi to, daj mi tamto”, a obrusik natychmiast spełnia życzenia. Wielu, bardzo wielu ludzi dzięki torbie utrzymuje się przy życiu w cudownie łatwy sposób. Przekazują ją nawet w spadku dzieciom i wnukom. W istocie swojej każda torba jest taka sama. Jest tylko torbą. Ale w zależności od miejsca, w którym się znajduje, przybiera różne kształty, różne nazwy. U prostych biedaków jest zwyczajną płócienna torbą. Wśród wyższych sfer przybiera jednak najbardziej rozmaite kształty. To formę pudełka, to koszyczka, puszki, skarbonki na cele religijne, sakiewki na cele społeczne, kasy pożyczkowej, a nawet pończochy gromadzącej honoraria na spotkania literackie. A wszystkie wyżej wymienione kształty są niczym innym, jak tylko odmianami tej torby. Żydowskiej torby.
— Senderl — odezwał się Beniamin mocno pokrzepiony jego słowami — my obaj stanowimy parę przez samo niebo skojarzoną. Stanowimy jedność, jak ciało i dusza. Gdy ty troszczysz się o sprawy materialne, o jedzenie i picie, ja dbam o sprawy duchowe. Ponawiam pytanie: czy wiesz, dlaczego odmawiam z przyśpiewem hymny? Mam ku temu poważny powód. Troszczę się o to, abym w momencie, gdy Bóg, niech imię Jego będzie błogosławione, pozwoli mi dotrzeć do synów Mojżesza, mógł się z nimi rozmówić i nie zapomnieć języka w gębie. Język, którym się posługują, to aramejski. W aramejszczyźnie zostały napisane te hymny. Moim zdaniem ułożył je Eldod Hadani, który przybył do nas z ich kraju. A więc uważaj, Senderl. Zaczynam mówić ich językiem. Tu, za granicą, wystarczy nam nasz język53 rodem z Niemiec, ale tam z całą pewnością nie znają tej mowy.
— Polegam całkowicie na tobie — powiedział pokornie Senderl. — Ty jesteś uczony, zaglądasz sobie do tych swoich książek i chyba wiesz, co robisz. Wiesz, dokąd zmierzasz. Najlepszy dowód, że nie zapytałem nawet, czy idziemy właściwą drogą. Ty prowadzisz, a ja się nie przejmuję. Prowadź, a ja pójdę za tobą, jak cielę za krową.
Zaufanie, jakie Senderl okazał Beniaminowi, sprawiło mu wielką satysfakcję. Ujrzał siebie w roli kapitana statku, który pewną ręką prowadzi okręt po morzu. Mimo to jednak spróbował określić miejsce, w którym się obecnie znajdował. Nie jest wykluczone, że zabłądził, że zboczył z drogi, że ją zgubił.
Gdy tak rozważał, nadjechał chłop na wozie załadowanym po brzegi sianem.
— Senderl — powiedział Beniamin — nie zaszkodziłoby zapytać chłopa o drogę. Chodzi o zwykłą ciekawość. Tu, za granicą, ty lepiej i prędzej się dogadasz w tym ich nieokrzesanym języku. Ciebie częściej zabierała żonka na targ.