— Popatrzcie tylko na te cudne stworzenia, na te piękne istoty. Oby jeden grom ich obu naraz spalił. A gdzie to mój wyrodek? Dajcie mi tylko na chwilę dojść do niego. Już ja mu pokażę. Przekona się, jakiego to Boga mamy! — tak oto jednym tchem wykrzyczała żona Senderla. Popychała przy tym reb Ajzyka Dawida.

— Tylko bez krzyku, tylko bez hałasu — prosił ją reb Ajzyk Dawid. — Trochę cierpliwości. Czekaliście tak długo, to możecie jeszcze trochę poczekać. Dzięki Bogu, słomiane wdowieństwo już wam nie grozi. A dalej, jakby to powiedzieć, stara prawda. Kobieta mimo wszystko pozostaje kobietą. A zdawało się, że mądra. Rozważmy rzecz z innej strony. Po co ten gwałt? Po co się gniewać? On odszedł, ale dlaczego odszedł? Musi przecież być przyczyna. Każdy postępek ma swoje znaczenie. Mieści się w ramach jakiejś reguły, jakiejś normy. Czy mnie rozumiecie? A jeśli już jest tak, to znaczy, że jest tak. A skoro nie jest inaczej, to rodzi się pytanie: po co ten krzyk? A wytłumaczenie jest tylko jedno. Bardzo was przy tym przepraszam. Tak, jak własną matkę przeprosiłbym. Kobieta, za przeproszeniem, zawsze pozostaje kobietą. — Reb Ajzyk Dawid akurat rozochocił się na całego i chciał zgodnie ze swoim zwyczajem rozpatrzeć sprawę z jeszcze innej strony i pod zgoła innym kątem. Zamierzał dodać do tych rozważań trochę pieprzu i soli, ale po obu stronach kładki zgromadziło się tymczasem sporo ludzi. Złościli się, że nasi bohaterowie stoją wciąż na kładce i dyskutują. Debatują tak zażarcie, jakby cały świat ich nie obchodził. Pieklono się, że nie dadzą nikomu przejść. Kładka zaś była tak wąska, iż dwoje ludzi nie mogło się zmieścić. Ci z jednej strony musieli czekać na przejście tych z drugiej strony. W tej sytuacji żona Senderla i reb Ajzyk Dawid musieli cofnąć się na brzeg. To samo zrobili z przeciwnej strony Beniamin i Senderl. Dopiero wtedy zebrani poczęli pojedynczo przechodzić przez kładkę.

— Senderl, dlaczego tak stoimy i czekamy? — odezwał się Beniamin. Jak widać, oprzytomniał pierwszy. — Stoimy, jak ten chłopiec, którego przywiązano jednym końcem nitki za głowę, a drugim do nogi ławki. Teraz mamy okazję uratować skórę.

— Masz rację, jakem Żyd — Senderl wypowiedział to z radością. Niczym człowiek właśnie oswobodzony spod jarzma. — Prędzej, szybciej Beniaminie, jeśli nie chcesz, abym wpadł w jej ręce. To nie jest zwykła kładka. To zasługi naszych praojców ułożyły kładkę pod nami.

Nasi bohaterowie wzięli nogi za pas i wkrótce byli już daleko, na przeciwnym krańcu miasta. Długo nie zwlekali. Zabrali swoje tłumoki i prędko wynieśli się z Teterywki.

Rozdział dziesiąty. Hura! Czerwoni Żydzi!

— Wio, wiśta, wio! — Woźnica usadowiony na koźle energicznie poganiał konia i omal nie wjechał na dwie kobiety, które stały na ulicy. Na samym środku najbardziej ruchliwej ulicy w Głupsku. Kobiety trzymały w rękach torby z żywnością. Miały w nich mięso, rzodkiew, cebulę i czosnek. Zatopione w rozmowie szeptały sobie na ucho różne sekrety i wymieniały plotki. Zebrało im się też na zwierzenia. Otwierały przed sobą serca. Ich wyznania słychać było chyba na kilometr. Najazd wozu spłoszył je. Rozmowa została nagle przerwana. Rozbiegły się. Zatrzymawszy się jednak w pewnym oddaleniu, kontynuowały rozmowę. Z jakimś szczególnym przyśpiewem starały się przekrzyczeć furmanki, dorożki i wozy załadowane drzewem, jadące gęsiego jeden za drugim. Długo nie można było przejść przez jezdnię.

— Chasiu Bejlo, przyjdziesz wieczorem do wróżki, powróżysz sobie z kart? Ja tam będę z moim chłopem. I twój tam będzie. Prosił, żebym ci to przekazała. Jest pewien, że będzie miło. Przyjdź, kochanie. Zapewniam cię, że nie pożałujesz. A więc zgoda?

— Moja gospodyni, oby ją piorun trzasnął, ma zamiar zająć mnie dziś wieczorem pracą. Zachciało jej się rozczynić ciasto na chleb. W dodatku mam też przebrać kaszę. Chyba się jednak wykręcę od tego i przyjdę. Ale niech to, moja Dobryś, zostanie między nami.

— Zaczekaj jeszcze, Chasiu Bejlo. Nic się twojej gospodyni nie stanie, jeśli obiad spóźni się o godzinę. A że chce jeść, to niech ją robaki żrą albo jakaś insza cholera. Ach, omal zapomniałabym. Nie przesiewaj zbytnio tej mąki. Ta od mąki powiedziała, że nie jest zadowolona z twoich otrębów. A ile ci zostało koszyczkowego?