— Co? Wciąż chodzicie? — wyseplenił — jak Boga kocham na próżno. Wy już posłuchajcie mnie, staruszka, porzućcie to. Wszystko jedno4, wykreśliłem już was. Hi-hi.
— Skąd wykreśliliście? — osłupiał Korotkow.
— Hi. Wiadomo skąd, z list. Ołóweczkiem: czyrk, i gotowe, hi-hi — staruszek lubieżnie roześmiał się.
— Poz... wólcie... Skądżeż wy mnie znacie?
— Hi. Żartowniś z was, Wasilij Pawłowicz.
— Jam5 Warfołomiej — rzekł Korotkow i dotknął ręką swe zimne i śliskie czoło — Piotrowicz.
Uśmiech na chwilę opuścił twarz strasznego staruszka.
Utkwił wzrok w arkuszu i suchym paluszkiem z długim paznokciem przeprowadził po wierszach.
— Cóż wy mi plączecie? Oto on: Kołobkow, W. P.
— Jam Korotkow — niecierpliwie krzyknął Korotkow.