— Jak to, czyżbyż pan nie czytał, profesorze? — zdumiał się Brońskij i wyciągnął z portfelu zmięty arkusz gazety „Izwiestii”.

— Nie czytam gazet — odpowiedział Piersikow i nachmurzył się.

— Lecz dlaczego, profesorze? — delikatnie spytał Alfred,

— Dlatego, że głupstwa jakieś tam piszą — bez namysłu odpowiedział Piersikow.

— Lecz jakżeż, profesorze? — miękko szepnął Brońskij i rozwinął arkusz.

— Co takiego? — spytał Piersikow i nawet wstał z miejsca. Teraz iskry zaskakały w oczach Brońskiego. Podkreślił ostrym, lakierowanym palcem nieprawdopodobnej wielkości tytuł przez całą stronę gazety: „Dżuma kurza w Republice”.

— Co? — spytał Piersikow, zsuwając na czoło okulary.

Rozdział VI. Moskwa w czerwcu 1928 roku

Błyszczała, ognie tańczyły, gasły i wybuchały. Na placu Teatralnym kręciły się białe latarnie autobusów, zielone ognie tramwajów; nad byłym Mühr i Merilizem, nad dziesiątym, nadbudowanym piętrem skakała elektryczna, różnobarwna kobieta, wyrzucając po literze różnobarwne słowa: „Kredyt robotniczy”. Na skwerze, naprzeciwko teatru Wielkiego, gdzie biła w nocy różnobarwna fontanna, tłoczył się i huczał tłum. A nad Wielkim teatrem olbrzymia tuba wyła:

— Antykurze szczepionki w Lefortowskim instytucie weterynaryjnym dały wspaniałe wyniki. Ilość... kurzych śmierci w dniu dzisiejszym zmniejszyła się podwójnie...