— Nie pchnijcie stołu — z nienawiścią rzekł Piersikow.
Przybysz z przestrachem spojrzał na stół, na odległym brzegu którego w wilgotnym ciemnym otworze połyskiwały martwo, jak szmaragdy, czyjeś oczy. Powiało zimnem na niego od nich.
Ledwie tylko Piersikow przeczytał papier, zerwał się z taboretu i podbiegł do telefonu. Po kilku sekundach już mówił spiesznie i w najwyższym stopniu rozdrażnienia:
— Darujcie... Nie mogę zrozumieć... Jakżeż tak? Ja... bez mojej zgody, rady... Toż, przecież, on diabli wiedzą, co narobi!!
Tu nieznajomy odwrócił się w ostatecznym oburzeniu na taborecie.
— Przepraszam — zaczął: jam zarzą...
Lecz Piersikow machnął na niego haczykiem i ciągnął dalej:
— Przepraszam, nie mogę zrozumieć... Ja, w końcu, kategorycznie protestuję. Nie dam swojej sankcji69 na próby z jajami... Dopóki sam nie wypróbuję ich...
Coś kwakało i stukało w słuchawce, i nawet z odległości było zrozumiałe, że głos w słuchawce, pobłażliwy, mówi z małym dzieckiem. Skończyło się na tym, że czerwony Piersikow z hasłem zawiesił słuchawkę i obok niej rzekł do ściany:
— Umywam ręce.