— Nie, on niczego... Dobry student — stanął w obronie tegoż Iwanow.

— Trzeba będzie już nie spać jedną noc — ciągnął dalej Piersikow: tylko oto co, Piotrze Stiepanowiczu, niech pan sprawdzi gaz, a to diabli ich wiedzą, te ich dobrochimy. Przyślą jakąś tam obrzydliwość.

— Nie, nie — i Iwanow zaczął machać rękoma — wczoraj już wypróbowałem. Trzeba oddać im sprawiedliwość, Włodzimierzu Ipatiewiczu, znakomity gaz.

— Pan na kim próbował?

— Na zwykłych żabach. Puścisz strumyczek — momentalnie zdychają. Tak, Włodzimierzu Ipatiewiczu, my jeszcze tak zrobimy. Napisze pan wniosek do Gepeu, ażeby nam przysłali rewolwer elektryczny.

— Lecz ja nie umiem z nim się obchodzić.

— Biorę to na siebie — odpowiedział Iwanow: my na Klaźmie z niego strzelaliśmy, dla żartów... tam jeden gepeur obok mnie mieszkał... Ciekawa bardzo sztuka. I po prostu nadzwyczajnie... Bije bez hałasu, na sto kroków i na miejscu. Myśmy do wron strzelali... Według mnie nawet i gazu nie potrzeba...

— Hm... — to dowcipny pomysł... Bardzo — Piersikow poszedł do kąta, wziął słuchawkę i zakwakał:

— Proszę mnie połączyć z tą, jak ją... Łubianką...

*