PETRONELA
Chodź Leonidasie, ja kazań słuchać nie potrzebuję!
Wychodzi środkiem, oparta na ręku syna.
BAJKOWSKI
Racja! Co będziemy słuchać takich bredni... Chodź, Jasiu!
Wychodzi z Kwaskiewiczem pod rękę.
ŻURYŁO
patrząc za nimi, kiwa głową
Prawda w oczy kole! Do Lechickiego. Wypłoszyłem ci gości, panie Lechicki. Siada przy nim. Nic nie szkodzi! Lepiej, że sobie poszli, pogadamy swobodniej o naszych interesach. Przysuwa się. Bo ja tu przyjechałem do kochanego pana ułożyć się względem weseliska. Może byśmy to z dożynkiem złączyli... hę? Co? Byłoby i taniej, i ładniej.